Jak można stracić 3 godziny i trochę więcej pieniędzy

3

Zawiozłam dziś Juniorów na Avatara. Sama nie skorzystałam, ponieważ efekt 3D nie sprzyja mojemu układowi pokarmowemu tudzież nerwowemu i nadmiar wrażeń mógłby się skończyć kompromitacją :). Dlatego trzy godziny wędrowałam po galerii, czekając na młódź, która oddawała się X muzie ;). Przez ten nadmiar czasu uszczupliłam swoje zasoby finansowe w stopniu zagrażającym bankructwu. Oczywiście zaczęłam od raju dla czytelnika, czyli empiku. Potem zadbałam o strawę dla ciała. I tu mnie nazbyt poniosło. Zostałam klasyczną ofiarą reklam i niewieściej próżności. Tusz, który wydłuża, podkręca, pogrubia i czyni cuda, bluzeczka z wyprzedaży, która kosztuje po obniżce 39,99 (przed obniżka prawdopodobnie kosztowała podobnie), odżywka do włosów, po której owłosienie jest lśniące, zregenerowanie, jedwabiste w dotyku i wszyscy faceci będą stać do mnie w kolejce, podkład liftingujący, który uczyni moja twarz niczym pupę niemowlaka i nikt mi nie da więcej niż 20 lat….itd.

A wieczorem na spotkaniu mojej klasy, która już od kilku miesięcy nie jest moją klasą, ale dość zróżnicowaną i sympatyczną grupą studentów I roku różnych kierunków, dowiedziałam się, że ludzie dzielą się na tych, co oglądali Avatara i całą resztę, czyli podgatunek* ;). Teraz przyjdzie mi uzupełnić braki. Wszak miano podgatunku mnie nie satysfakcjonuje.

* w tym miejscu pozdrawiam Aleksandra, który z miłości do twórcy Avatara zostanie w przyszłości żoną Camerona :).

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.