Szlachetni w Paczce

Pod koniec miesiąca wreszcie pojawiło się wrześniowe Echo a w nim, zgodnie z zapowiedzią, artykuł o Szlachetnej Paczce. Poniżej cały wywiad ze złotoryjskim liderem projektu -Pawłem Zabłotnym.

Początek września kojarzy się raczej z rozpoczęciem nauki, a nie studniówką, dlatego niektórych złotoryjan mógł dziwić polonez odtańczony w rynku przez barwną grupę młodych. Ale spokojnie trzecioklasiści, nie o studniówkę maturzystów tu jednak chodziło, a o 100 dni, które zostały do finału Szlachetnej Paczki – akcji charytatywnej organizowanej przez Stowarzyszenie Wiosna. O tej nietypowej studniówce i o całym przedsięwzięciu opowiada Paweł Zabłotny  – lider rejonu złotoryjskiego Szlachetnej Paczki.

 

Iwona Pawłowska: Co sprawiło, że sprowadziłeś Szlachetną Paczkę do Złotoryi?

Paweł Zabłotny: Przypadek. Koordynatorka regionalna zadzwoniła do stowarzyszenia Nasze Rio i powiedziała, że szuka lidera na teren rejonu złotoryjskiego. W Naszym Rio podjęliśmy decyzję, że to mogę być ja. Nikt inny nie miał czasu, więc podjąłem wyzwanie.

Wiedziałeś wtedy, na co naprawdę się decydujesz?

P.Z: Nie. Nie miałem pojęcia, z czym to się wiąże.

To dlaczego podjąłeś w ciemno decyzję, by się zaangażować w Szlachetną Paczkę?

P.Z: Bo lubię ryzyko.

Jak się zostaje liderem Szlachetnej Paczki?

P.Z: Najpierw trzeba zarejestrować się na stronie. Odpowiedzieć na szereg różnych pytań. Opowiedzieć o swojej dotychczasowej działalności. Później zapraszają na spotkanie i rozmawia się z koordynatorem rejonu i województwa

To trudna rozmowa?

P.Z: Opowiada się o sobie, o tym, co się robiło. Trzeba odpowiedzieć na pytanie, co rozumie się przez mądrą pomoc… Mówi się o swoich wadach, zaletach…słabościach.

Jak odpowiedziałeś na pytanie o mądrą pomoc?

P.Z: Dokładnie nie pamiętam, ale chyba stwierdziłem, że trzeba pomagać odpowiednim ludziom, bo nie każdemu pomoc się należy.

Każdy może zostać liderem Szlachetnej Paczki?

P.Z: Raczej nie. Trzeba mieć ku temu predyspozycje, trzeba być empatycznym, mieć chęć walki, bo to ogólnie jest ciężka praca. Wymaga dużo czasu, poświęcenia, rezygnacji z innych celów na rzecz Paczki.

Pierwsza rozmowa z koordynatorem decyduje o tym, czy kandydat zostanie zaakceptowany?

P.Z: Tak, ja po dwóch dniach miałem telefon z pytaniem, czy nadal jestem zainteresowany projektem, bo im się spodobałem i są pod wrażeniem mojej dotychczasowej działalności.

Miałeś konkurencję w naszym rejonie?

Nie. Nie było takiego wariata, by się zdecydował na dodatkową intensywną pracę. W gorącym okresie trzeba na Szlachetną Paczkę przeznaczyć 40 godzin tygodniowo.

Jesteś już po szkoleniach w ramach tego projektu. Co one ci dały?

P.Z: Pierwsze spotkanie dotyczyło tego, jak pozyskiwać adresy rodzin, którym potrzebna jest pomoc. Uczono nas rozmawiać ze źródłami, czyli pracownikami instytucji (pedagogami, kierownikami ośrodków pomocy społecznej, pielęgniarkami) i osobami prywatnymi, które wskażą potrzebujących. A drugie szkolenie poświęcone było wolontariuszom, czyli temu, jak ich znaleźć, jak przeprowadzać z nimi rozmowę, jak budować drużynę.

No właśnie, jak się pozyskuje wolontariuszy? Kim jest twoja ekipa?

P.Z: Nie miałem problemu, by ich znaleźć. Mam dużo znajomych, o których już wcześniej myślałem, by zaangażować w projekt. Uruchomiłem kontakty. Pomogła mi też siostra. Obecnie mam 14 wolontariuszy, 11 znam dobrze. Większość wolontariuszy to mieszkańcy Złotoryi, tylko 3 osoby są z okolicy. To młodzi ludzie, często studenci w wielu 20 -25 lat, ale mam też pełnoletnich uczniów.

Mieli już wcześniej przygodę ze Szlachetną Paczką, czy debiutują w tym roku?

P.Z: Z tej czternastki tylko jedna dziewczyna brała udział w projekcie, uczestniczyła już w dwóch finałach. I teraz ja się od niej dużo uczę. Na szkoleniach nie ma czasu na to, by o wszystko zapytać, więc ona jako weteranka wspiera mnie swoim doświadczeniem.

A jeśli chodzi o procedurę pozyskiwania wolontariuszy, bo o to pytałaś, to wygląda ta samo jak z pozyskiwaniem lidera. Najpierw trzeba się zgłosić, zarejestrować, w systemie a potem przychodzi czas na spotkanie, weryfikację i poznanie siebie wzajemnie. Kandydaci muszą zrobić zadanie…

Na czym ono polega?

P.Z: Musieli wypisać 8 rzeczy, których mogą się nauczyć dzięki Szlachetnej Paczce i 8 rzeczy, które mogą wnieść do projektu. To powinni ująć w ciekawą formę. Niektórzy zaskoczyli mnie bardzo pozytywnie swoją kreatywnością. Jedna dziewczyna, nauczycielka, przyszłą na spotkanie z 16 balonami w różnym kolorze, a na każdym wypisane były hasła. Inny wolontariusz upiekł ciastka i ozdobił je wyrazami dotyczącymi zadania. Były też prezentacje plastyczne, komputerowe…Widać, że większość przygotowała się starannie i poświęciła na zadanie wiele czasu. Dało mi to dużo mocy i ciepła. Podobnie jak rozmowy.

To głębokie otwarcie?

P.Z: Tak, ponieważ muszę z nimi rozmawiać szczerze i przygotować ich też do takich rozmów z rodzinami, do których się udadzą. W tym też ma pomóc szkolenie z trenerem. Tu właśnie nauczą się, jak rozmawiać z rodzinami, jak tworzyć historię tych rodzin. Zadaniem trenera będzie zbudowanie takiej drużyny, byśmy byli jak palce jednej ręki.

Skupiliśmy się w rozmowie na procedurach, wolontariuszach, a umknęła nam gdzieś cała idea. Opowiedz o tym, jak i komu macie pomagać.

P.Z: Każda z rodzin zgłoszonych do projektu ma jakąś historię, która sprawia, że chce się pomóc i widzi się potrzebę, by to zrobić. Nie idę do MOPSu i nie biorę listy wszystkich podopiecznych, bo wiem, że trzeba pomagać mądrze i z głową. Niektórym ta pomoc jest bardziej potrzebna, inni jakoś sobie radzą. Skupiłem się na rodzinach wielodzietnych, ludziach starych, na tych, którym przydarzyło się jakieś nieszczęście  …gdzie jest chore dziecko, chory rodzic.

Jakiej konkretnie pomocy mogą oczekiwać włączone do projektu rodziny?

P.Z: To jest jedynie pomoc rzeczowa. Wszystko to, co jest potrzebne rodzinie, by wyszła z tej sytuacji, w jakiej jest obecnie, żeby wskoczyła na pułap wyżej. Chodzi o to, by pomoc, jakiej udzielimy, spowodowała, że już więcej nie będą jej potrzebować. Szlachetna Paczka pomaga rodzinie raz, góra dwa razy. To jest metoda wędki. Dajemy wędkę, a nie rybę. Wiesz, co jest mottem Szlachetnej Paczki? Żeby jej nie było. Żeby nie była potrzebna.

Nie obawiasz się, że mimo tej całej zmyślnej procedury pomoc trafi tam, gdzie nie trzeba? Zostanie zmarnowana, ktoś sprzeda podarowaną pralkę i będzie miał na wódkę?

P.Z: Może tak być. Zdarzają się takie przypadki. Czasem trafia się na rodziny roszczeniowe, które żerują na dobroczynności.  Jesteśmy tylko ludźmi i bywamy omylni. Ale zrobimy wszystko, by nasza pomoc była mądrze udzielona. Tym bardziej, że aby pomóc jednej rodzinie, w projekcie pracuje nad tym 30 osób.

Ile rodzin masz na swojej liście?

P.Z: Do tej pory zgłoszono mi 46 rodzin. A jeszcze mam listę rezerwową, która cały czas rośnie.

Czy to znaczy, że pomoc trafi do każdej z nich?

P.Z: Nie, to wszystko będzie jeszcze weryfikowane. Będą prowadzone rozmowy, organizowane spotkania. To wolontariusz zadecyduje o włączeniu rodziny do projektu. Do każdej z rodzin udaje się dwóch wolontariuszy. Jeden przeprowadza wywiad, drugi jest dla bezpieczeństwa, ponadto też gromadzi informacje poprzez obserwację otoczenia. Potem wymieniają się rolami podczas wizyty u innej rodziny.

Kolejnym etapem jest znalezienie darczyńców. Gdzie ich zamierzasz szukać?

Już pewne starania poczyniłem. Rozmawiałem ze szkołami. Mam dwie zainteresowane. W gimnazjum w Wilkowie młodzież z samorządu uczniowskiego chce przygotować paczkę. Zorganizują koncert charytatywny i pieniądze przeznaczą na zakup prezentu dla rodziny.

Na razie to działanie w ciemno, bo nie wiesz, czego rodziny potrzebują, może to przerosnąć możliwości młodzieży.

Tak, ale dobrze, że ktoś chce to robić, ma plany by pomóc, jakiś pomysł… Są jeszcze firmy na terenie miasta, tam też będę szukać pomocy. Chcę zaangażować stowarzyszenia, kluby…

O jakie pieniądze to jest gra?

P.Z: Nie wiem do końca. Jedna rodzina może potrzebować pralki, a inna sweterka i kartonu mleka. Jeśli komuś jest naprawdę ciężko, to i tym się zadowoli. Są wśród tych 46 rodzin takie, które nie mają godnych warunków mieszkaniowych i potrzebują wszystkiego, z każdego prezentu będą się cieszyć. Ale są też takie, które mają jakiś tam standard, ale z powodu choroby lub wypadku jednego z członków potrzebują na lekarstwa czy sprzęt do rehabilitacji. Niewidomy potrzebuje specjalnego programu komputerowego…ktoś łóżka materacem przeciwodleżynowym…

Kiedy wolontariusz pójdzie do rodziny na rozmowę, ona mu określi, czego potrzebuje, sporządzi listę, a potem z tej listy wybierze trzy najbardziej upragnione rzeczy. Wtedy wszystko się okaże. Może właśnie zapas mleka dla dziecka na miesiąc będzie bardziej istotny niż telewizor.

Oby tak było. Każda zgłoszona do projektu rodzina ma nadzieję na tę pomoc. Po weryfikacji na pewno kilka z nich odpadnie. Jak wtedy będziecie z nimi rozmawiać? Jaki im wyjaśnicie powody odrzucenia?

P.Z: Wtedy wyślemy do tych rodzin listy z uzasadnieniem, dlaczego nie wybrano ich do grona obdarowanych i co spowodowało, że podjęliśmy taka decyzję.

Obecnie jesteście po hucznej studniówce. Jak oceniasz to wydarzenie?

P.Z: Impreza bardzo fajna, przyszło sporo osób, dobrze się bawiliśmy, atmosfera bardzo ciepła…Była prawie cała drużyna. To jest ważne. Do przygotowania studniówki włączyli się członkowie Naszego Rio. Zrobili atrapy prezentów. Przygotowaliśmy baner. Wydrukowaliśmy ulotki informujące o projekcie.

Mieliśmy mały problem z uzyskaniem zgody na przemarsz przez miasto, ale w konsekwencji zrobiliśmy happening w rynku. Zagrała muzyka, zatańczyliśmy poloneza…jak umieliśmy, tak zatańczyliśmy. Oceniam to pozytywnie. Ludzie mogli zobaczyć, że coś takiego zaczyna się w naszym mieście dziać.

Było jakieś zainteresowanie ze strony przechodniów?

P.Z: Jakieś było. Rozdaliśmy 80 – 100 ulotek. Zobaczymy, może będzie jakiś odzew. Może znajdzie się jakiś darczyńca. Wystarczy, że ludzie dowiedzieli się w ogóle o Szlachetnej Paczce i to nie tylko z telewizji.

To kiedy finał projektu? I jak sobie go wyobrażasz?

P.Z: Finał jest 13 – 14 grudnia. W siedzibie Naszego Rio chcemy stworzyć przyjemną rodzinną przedświąteczną atmosferę spotkania. Planujemy przystroić pomieszczenie bombkami, postawić choinkę. Przygotujemy poczęstunek: pierniczki, kawa, kakao, herbata…W tle będą kolędy. Będziemy czekać na darczyńców, którzy przywiozą prezenty. Każdy z darczyńców może wtedy od wolontariusza dowiedzieć się czegoś więcej „swojej” rodzinie.

Darczyńca kontaktuje się z obdarowywana przez siebie rodziną?

P.Z: Raczej nie. Chcemy tego uniknąć, by nie dochodziło do takich sytuacji, kiedy darczyńca orientuje się, że zna osobiście rodzinę, której pomaga. I na dodatek ma jej zupełnie inny obraz. To może być krępujące dla obydwu stron.

Darczyńca zna historię rodziny, ale wszelkie dane personalne są tajne. Chodzi o to, by człowiek pomagał człowiekowi bezinteresownie.

Rozumiem. A co dalej z paczkami?

P.Z: Te prezenty pakujemy do auta i jedziemy do rodzin. Tam na miejscu paczki są rozpakowywane przy nas i rodzina kwituje odbiór, by wszystko było przejrzyste. Ale też chcemy, by atmosfera towarzysząca naszemu przybyciu była radosna. Tak jak kiedy przychodzi Mikołaj. Nie bez znaczenia jest tu okres przedświąteczny, sprzyjający wzruszeniu. Bo o atmosferę, a nie tylko o prezenty tu chodzi. O to, by człowiek spotkał się z człowiekiem.

Teraz, kiedy już znasz reguły rządzące projektem, nie żałujesz, że wszedłeś w to?

P.Z: Nie. Powiem ci, że nawet uzależniłem się od tego. Teraz mam kilka dni, że nic w projekcie nie robię, to mi czegoś brakuje. Codziennie po kilka razy loguję się na swoim koncie i sprawdzam, czy nie ma jakichś wiadomości od koordynatora regionalnego.

I moim celem jest też to, by ci wszyscy wolontariusze, którzy są w mojej drużynie wzięli udział w Szlachetnej Paczce za rok, by też się uzależnili i czekali z niecierpliwością na kolejną edycję.

I tego Ci życzę.

 

 

Rozmawiała Iwona Pawłowska

Echo Złotoryi jako patron medialny Szlachetnej Paczki będzie się z zainteresowaniem przyglądać rozwojowi akcji i relację z finału projektu z tego miejsca obiecuje.

 

 

 

 

 

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuł - Echo Złotoryi, Wywiad. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.