Brad Pitt i ja :)

Mam prozopagnozję. Spokojnie, to nie jest zaraźliwe. Od tego też się nie umiera. To tylko mały, choć kłopotliwy defekt, coś jak szósty palec u stopy czy brak węchu. Nie mam pamięci do twarzy.

Jestem prawie jak ten górnik z filmu „Vinci”, który na pytanie: „Czy to są twoje dzieci?” odpowiada: „Jak kręcą się koło mojego samochodu, to moje” Ze mną jest trochę lepiej – własne dzieci rozpoznaję. Gorzej z cudzymi. Jednak na swoje utrapienie wybrałam zawód, który wymusza na mnie kontakt z coraz to nowymi ludźmi. I kiedy przez trzy lata wreszcie się ich nauczę, nie mylę imion, nie popełniam gaf, to one wychodzą ze szkoły i znikają mi z pola widzenia. Co prawda pojawią się jeszcze gdzieś na ulicach miasta, a wtedy znowu zachodzę w głowę, kto mi powiedział „dzień dobry”. Teraz, dzięki reformie zyskałam jeszcze jeden rok na naukę. Jest szansa, że utrwalę w pamięci ponad 40 nowych twarzy z ich właścicielami. Do matury. A one i tak potem rozpierzchną się po świecie i kiedy przez przypadek spotkam którąś z nich w swoim życiu, będę przez pół dnia zastanawiać się, kto się do mnie uśmiechał, gdzie my się widzieliśmy …Kto tego nie doświadczył, nie zrozumie, jakie to bywa meczące. Kilka lat temu w galerii handlowej, gdzie z synem robiłam zakupy, zaczepił mnie młody mężczyzna: „Dzień dobry, pani profesor. Pamięta mnie pani?” „Jasne” – wydaję z siebie sprzeczny komunikat, bo wahający się ton kłóci się z zapewnieniem. Po czym następują grzecznościowe pytania: „Co u ciebie?” i tak dalej…I tak sobie chwilę gaworzymy do momentu, kiedy jego żona wyjdzie z przymierzalni. Wtedy każde z nas rusza w swoją stronę i kiedy odległość miedzy nami jest w miarę bezpieczna, mój wredny syn ze śmiechem mówi: „Założę się, że go nie pamiętasz.” No bo ja tak mam. I tyle. Pocieszam się, że Brad Pitt też 😊.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.