Na głęboką wodę

Jutro miną dwa tygodnie, od kiedy uczę zdalnie. W tym czasie nieustannie poszukuję metod, jak nie schrzanić wszystkiego. Nikt mnie nie przygotował na takie wyzwanie, podobnie jak i moich uczniów. Wrzucono nas na głęboką wodę, a niewielu z nas umie pływać.

Co prawda komputer i internet nie są mi obce, posługuję się tymi narzędziami od lat, jednak teraz to coś innego. Teraz mogą bardziej skrzywdzić niż kiedykolwiek, ale też uratować – jeśli mądrze to rozegramy.
Pracuję z uczniami, a to są ludzie, którzy podobnie jak ja stanęli przed nowym wyzwaniem i czują się równie zdezorientowani. W takiej sytuacji każdy z nas popełnia błędy, nie ze złej woli, tylko z tego powodu, że potyka się o nieznany grunt, a idzie z zawiązanymi oczami.
Jedyne co nam zostaje w tej chwili, to intuicja. To nią musimy się kierować, by wzajemnie się nie skrzywdzić.
Miło, gdy słyszę od moich uczniów, że brakuje im szkoły i normalnych lekcji. To budujące słowa, które pokazują, że jednak nie jesteśmy tacy źli, tacy zbędni.
Nie oszukuję się. Wiem, że nie chodzi tu o stricte naukowy wymiar szkolnych spotkań, ale o bardziej społeczny ich charakter. I temu też mają służyć moje zdalne lekcje. Wiem, że nie osiągnę zakładanych przez nadzór dydaktycznych efektów, a podstawa programowa pewnie zostanie zrealizowana ułomnie, ale bardziej mi zależy na tym, by przez tę godzinę spotkania za pomocą internetowych łączy rozmową odwrócić naszą uwagę od tego całego pandemonium, w którym przyszło nam żyć. Tylko tyle.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.