Szczyty i ze szczytów

15

Zgodnie z mą wolą wreszcie słońce zsałończyło. I już od dwu dni słończy przy czym niebo niebieszczy. Matury sprawdziłam. Jako stachanowiec zrobiłam 150% normy, choć zapłacą mi za normę i ani ciuta, czyli złotówki więcej. Ku chwale ojczyzny zatem z absurdem wypracowań się zmagałam. Ale ja już tak mam i z tego nie wyrosnę ;). Jak to moja koleżanka mawia: Praca lubi głupich.

Wzięłam dziś aparat do ręki i poszłam w ogród przydomowy makro uprawiać. I muszę ze wstydem przyznać, że za paparazzi robiłam, bo na gorącym uczynku, czyli w amorach zastałam niejedną owadzią parę. Zwykle ci kochankowie uwagi na mnie nie zwracali, zajęci bezbrzeżnie sobą, więc uchwyciłam ich bezwstydnie w rozmaitych konfiguracjach. Junior Młodszy po obejrzeniu kilku zdjęć zapytał ze wzruszającą naiwnością: A dlaczego te żuki tak noszą się na barana? Już rozumiem, skąd propozycja dostatecznej z przyrody na koniec roku :).

Pod wieczór jeszcze zaliczyłam wypad plenerowy na Ostrzycę (około 500 metrów nad poziomem morza). Samo wdrapanie się na szczyt było szczytem moich możliwości. Po dwóch weekendach siedzenia nad maturami zapomniałam, jak się chodzi po górkach. Pora sobie to przypomnieć. Toć niedługo (za miesiąc) wakacje :). A plener? Po prostu się odbył. Ostrzyca lepiej wygląda z dołu niż dół z góry 😉

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *