W środę po feriach

Jest taki średnio śmieszny żart: Co jest, jeśli już trzeci dzień z rzędu nic ci się nie chce? Środa!

No właśnie. Trzeci dzień od kiedy ferie zmieniły się w regularne obowiązki służbowe, a zima w coś, co przypomina listopadową fazę jesieni. W sam raz do omawiania nastroju Kordiana w pierwszym akcie dramatu. Łatwiej wejść w psyche bohatera, kiedy człowiekowi odebrano to, co go cieszyło i dano w zamian pospolitość. Czas tuż po feriach to trudny moment dekompresji. Nie można za szybko wejść w inną atmosferę, bo grozi to poważnymi dla zdrowia psychicznego konsekwencjami. Otarłam się o to niebezpieczeństwo, kiedy w poniedziałek o ósmej rano stanęłam przed gimnazjalistami, podobnie jak ja wydartymi z błogostanu, i zadałam sobie pytanie: co ja robię tu?  O czym mam mówić? Jak zacząć, by ułatwić nam, będących po obu stronach biurka, w miarę łagodne wejście w nowy czas. Ten czas, który, jak na złość zaraz po feriach charakteryzuje się rozciągliwością. Patrzę na kalendarz i liczę, ile do ferii świątecznych. W tym roku ten interwał jest wyjątkowo długi. Niestety, każdy kalendarz, i ten w domu, i ten w pracy pokazuje to samo. Boję się patrzeć na chiński, bo tam dopiero niedawno obchodzili Nowy Rok, a nie mam pewności czy Wielkanoc w ogóle biorą pod uwagę.

Kiedy tak sobie marudzę w duchu i na piśmie, nachodzi mnie myśl, że pewnie jestem stworzona do jakiegoś wolnego zawodu. Siedziałabym w domu i pracowała, gdy najdzie mnie wena, potrzeba bądź wizja pustej lodówki. W tam zwanym międzyczasie biegałabym po okolicy i robiła zdjęcia aż do stanu permanentnego znudzenia lub wyczerpania baterii.

A potem apiać, od nowa.

Niestety, w tych marzeniach ogranicza mnie jedno – nie wymyślono chyba jeszcze takiego zawodu, który, będąc wolnym, dałby mi jeszcze stabilizację finansową. Bo co ja umiem? Z czasem uświadamiam sobie, że nic, co by czyniło mnie atrakcyjnym pracownikiem. Nie mam zdolności, by robić dekupaże, szydełkować, haftować bądź projektować biżuterię, nie mam nic ciekawego do powiedzenia, by pisać powieści, a tym bardziej szwedzkie kryminały. Nie jestem programistą ani innym mistrzem cyberprzestrzeni, by zdalnie kreować nowe obszary wirtualnego świata.

Gdybym tak mogła, jak w bajce poprosić złotą rybkę o spełnienie jednego życzenia, podarowanie jednego talentu, zażyczyłabym sobie…umiejętności cieszenia się z tego, co robię.

A zanim to się stanie, idę popracować nad sprawdzianami, bo nie ma co czekać, aż mi się zachce. W środę. W tygodniu po feriach.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.