Mimo grubej skóry


Niebawem kończę 6. swój sezon w Szlachetnej Paczce. Mój wolontariat to ślęczenie przed monitorem i przyswajanie setek historii rodzin, które mogą zostać objęte pomocą. Czytam, poprawiam, przekształcam zdania, uzupełniam fakty, weryfikuję informacje, przeprowadzam dziesiątki rozmów z wolontariuszami, negocjuję etc. Ktoś z zewnątrz mógłby powiedzieć, że siedzę przyklejona do komputera. Tylko Mąż, świadek wielu rozmów, które toczą się każdego dnia przez telefon, wie, co naprawdę się za tym kryje.


Jednak naprawdę niewiele osób zdaje sobie sprawę, w jaki świat wchodzimy, my specjaliści do spraw opisów, gdy czytamy te wszystkie historie.
Faktem jest, że po tylu latach i tak wielu opisach ludzkich dramatów, skóra moja już jest grubsza, serce twardsze, czujność wzmożona, ale są momenty, kiedy myślę sobie: „czym jest twój problem wobec tego, co czytasz?” Kiedy otwieram kolejny opis, otwieram też drzwi do cudzego domu, gdzie wieje chłodem, bo niesprawny piec nie daje ciepła, a na nowy nie starcza pieniędzy, bo albo piec albo leczenie. Wchodzę w życie starszej kobiety, której pomocni sąsiedzi muszą przynosić jedzenie, gdyż skromna emerytura prawie w całości idzie na leki i czynsz. Czytam historię samotnej schorowanej matki opiekującej się niepełnosprawnym synem, który po wypadku w pracy jest sparaliżowany, a pracodawca nie chce mieć z tym nic wspólnego. Dlatego matka musi swego dorosłego syna dźwigać, przewijać jak niemowlaka i patrzeć na te płytki ceramiczne w kartonach, które on obiecał jeszcze przed wypadkiem położyć w łazience. A teraz już nie położy. Pal licho płytki!
Spotykam kobiety i mężczyzn, którzy nie ze swojej winy, a wykorzystani przez najbliższych, stracili wszystko, dorobek życia, bo zaufali. A teraz nie mają ani pieniędzy ani najbliższych.
Widzę schizofreniczkę, która, gdyby nie opiekunka z MOPSu, nie umiałaby wyjść ze swojego mieszkania na ulicę, a siedziała tylko przy biurku i wypełniała kolorowanki. Zresztą nic więcej nie potrzebuje, tylko towarzystwa i …kolorowanek.
Czytam o niepełnosprawnych intelektualnie kobietach, które radzą sobie jak mogą, a jak nie mogą, to nie radzą i wtedy jest zimno, biednie i samotnie.
Wchodzę do domów dzielnych kobiet, które, gdy ich mężowie odeszli w nieznane, dziergają na drutach, szyją ubrania, najmują się do pracy w polu, bo przecież trzeba wyżywić gromadkę dzieci, a na alimenty nie ma co liczyć.
Wchodzę do mieszkań kobiet, które za wczesne macierzyństwo zapłaciły utratą rodzinnego dachu nad głową i rozpadem związku. Staję się świadkiem dramatu chorego na nowotwór płuc mężczyzny, który wegetuje w przyczepie campingowej bez wody i ogrzewania, choć za płotem mieszka jego brat, ale ten go nie chce znać.
Ktoś powie – przecież zawsze jest wyjście z sytuacji. Owszem jest, ale nie każdy jest tak zaradny życiowo i przebojowy, wykształcony i samodzielny, żeby sprostać wyzwaniom. I od tego jest Paczka. I od tego, by pokazać, że świat nie jest taki zły. I ludzie bywają dobrzy.
Oczywiście, wyczuwamy, gdy opowieść o rodzinie jest, nazwijmy to, „naciągana”. Choć stuprocentowej pewności nigdy nie mamy. I wtedy pomoc trafia pod zły adres, gdzie czekają na nią ludzie przyzwyczajeni do tego, że państwo, społeczeństwo, ludzie dobrej woli muszą im dać, bo im się po prostu należy, bo oni są bez pracy, bo z gromadką dzieci, a przecież wypić też za coś trzeba. I na czymś pooglądać „Trudne sprawy”. A przez nowy komputer załatwić kolejną pożyczkę chwilówkę, którą spłacą, jak wyłudzą następną pomoc, skądkolwiek. To są nasze wypadki przy pracy, bo jako zwykli ludzie nie jesteśmy nieomylni. Na szczęście to margines. Bo w większości pomoc trafia pod właściwe dachy. W innym przypadku nie miałoby sensu to, co robimy.
P.S.
Po kilku miesiącach sprawdzania tych opisów mam potrzebę włączyć „tefałenowskie” lub „hollyłódzkie” komedie romantyczne, niech mi miga przez kilka godzin przed oczami ten lukrowany, wygładzony, barwny świat, bo tak brakuje mi kolorów w życiu. W moim ostatnio też

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.