29 lutego

29 lutego – to taki bonus od kalendarza. Co prawda nie jest to 13 miesiąc jak u Schulza, szósty palec u ręki, czas, który wyrósł nie wiadomo skąd, ale i tak trzeba docenić fakt, że raz na cztery lata się zdarza. I można zrobić z nim co się chce. Do woli zagospodarować, wydać na bzdety, rozmienić na drobne.

A że jeszcze jest sobotą, to nikt nie zauważy, że nie został spożytkowany na pragmatyczne cele. Dlatego można sobie pozwolić na powolne picie kawy czy delektowanie się herbatą, na plotki, na nadrobienie towarzyskich zaległości, na wizytę w markecie, gdzie bez pośpiechu można się przyjrzeć skórce jabłka i kolorom pomidora 😊. Ale przede wszystkim można iść przed siebie po bezdrożach, po przedwiosennym błocie z małym, poręcznym aparatem i chwytać dzień, czyli kraść ulotne widoki: pożółkłe od podbiałów skarpy, aksamitne bazie, stada łysek urzędujące w wodzie…
Jutro znowu wszystko wróci do normy. Zacznie się marzec. Miesiąc, który co prawda daje aż 31 nowych możliwości, ale skrupulatnie wyliczonych, żadnej w gratisie.
I aż dziwne, że kiedyś nie lubiłam przestępczych lat. Ale wtedy byłam młoda i nie liczyłam czasu. Teraz wiem, że trzeba go oszczędzać, tak jak pieniądze pod koniec miesiąca, przed pensją. Z ta różnicą, że w przypadku czasu żadnej wypłaty nie będzie, bo żyjemy z oszczędności 😉

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.