Wieczna zmarzlina

Jest tak zimno, że kiedy patrzę na białe drzewa, nie dowierzam, że to nie śnieg, a kwiaty. W tym roku wiosna jest w niedoczasie. Co najmniej dwa tygodnie spóźnienia w stosunku do poprzednich lat. A może tak jest normalnie? Nie wiem. Poprzednie lata dość nas rozpieściły ciepłem. W tym roku przynajmniej była prawdziwa zima ze śniegiem, co niestety doceniłam i wykorzystałam tuż przed odwilżą. Ale teraz czekam na ciepło, bo czuję, że mam przemarznięte kości. Tak, słyszałam, mają ludzie w podeszłym wieku. Zatem bez dwóch zdań jestem stara. I na dodatek zmarznięta. Dlatego potrzebuję słońca, może uda mu się dotrzeć do tej „wiecznej zmarzliny” w moim ciele 🙂

Może wreszcie rozgrzeje mnie tak, bym nie miała gęsiej skórki, z której lada chwila wyrośnie pierze.

W ogóle mnie nie nęcą zwiewne sukienki w łączki i pastele, które zdobią wystawy sklepów, ani sandałki, bo na sama myśl, że coś takiego włożyłabym na siebie, czuję ból stawów.

Na razie z zachwytem patrzę przez okno na te białe drzewa i kibicuję innym, które jeszcze nie pokryły się kwieciem, aby miały okazje rozkwitnąć zanim przyjdzie jesień.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.