Mamut z PRL-u

30

Pracowity dzień za mną. Pojechałam na zakupy, takie kompletne, by dopiąć wszystko na ostatni guzik. Musiałam zrobić sobie listę sprawunków, bo kolega Alzheimer znów daje znać o sobie. Problem jednak w tym, że na liście zapomniałam ująć kilku ważnych kwestii :). Dlatego jeździłam dwa razy. Najciekawsze spotkało mnie w pasmanterii, w której sprzedaje relikt dawnej epoki, zwana przez wtajemniczonych Czarną Ospą. Ten mamut PRL-u raczył mnie tekstem: reszty nie wydam, nie mam drobnych, za wcześnie jeszcze, niech idzie sobie rozmieni, a w ogóle to położyła mokrą parasolkę na ladę i wytrzeć muszę, na przyszłość niech pamięta, żeby nie kłaść – a wszystko to z kwaśną miną i bólem egzystencjalnym na licu. O żesz ty! pomyślałam i zacisnęłam szczękę w typowo świątecznym nastroju.

A potem już tylko lepiłam uszka, gotowałam bigos, ubierałam choinkę, myłam okna, które zostawiłam na czas odwilży oraz, jak pisał Bursa, robiłamtysiącinnychniepotrzebnychrzeczy :).

A za oknem ciągle pada, niestety deszcz. Ciekawe, kiedy znajdę czas, siły i pogodę, by zrobić wypad na zdjęcia?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.