O wyższości turystyki wspinaczkowej nad zjazdową

34

Niedzielne wędrówki po zaśnieżonych górach stały się chyba naszą nową świecka tradycją. Miał być Karpacz i lekki, niezobowiązujący, relaksacyjny spacerek w stronę gór, a skończyło się na Świeradowie i zdobywaniu Izerskiego Stogu. Zaczynaliśmy wędrówkę w słońcu i z zapasem sił, skończyliśmy w śnieżycy, padając na nos (to moja wersja, Mąż trzymał się zdecydowanie lepiej). Dobrze, że chociaż droga powrotna upłynęła szybciej i niemęcząco, bo gondolą w dół. Normalni turyści wjeżdżali na górę i schodzili do Świeradowa, my jako mniej normalni – oczywiście odwrotnie. Po co sobie ułatwiać życie? :).

Wczoraj spędziłam prawie dziesięć godzin we Wrocławiu lub w obustronnej drodze doń i zeń. Dziś wyeksploatowałam wszystkie siły, wspinając się na szczyt. A jutro pójdę do pracy z poczuciem, że znowu nie miałam weekendu :).

36

Patrzyłam sobie tak dziś na narciarzy, którzy oblegali stok, uprawiając slalom miedzy innymi narciarzami i pomyślałam sobie, że to strasznie trudno i męcząco uprawiać ten rodzaj rekreacji. Trzeba sobie kupić super narty, super kombinezon, super gogle i super buty. Zobowiązanym się jest, by super wyglądać. Trzeba stać w super kolejce, by wjechać na stok, potem super zjechać przepychając się między innymi. I w ogóle trzeba jeszcze super zapłacić za taką przyjemność. To chyba bardziej męczące niż moja wyprawa na Izerski Stóg. Od razu czuję się lepiej ;).

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „O wyższości turystyki wspinaczkowej nad zjazdową

  1. Ola.F pisze:

    Snowboardzistów nie było?! 🙁

  2. IP pisze:

    Byli. Ten, co leży (zdjęcie powyżej), właśnie ujeżdżał deskę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *