Fitness dla duszy


Dziś Dzień Zdrowia Psychicznego. Szkoda, że tylko raz w roku. Takie święto powinniśmy obchodzić znacznie częściej, celebrując je od świtu do zmierzchu i jeszcze kilka godzin dłużej. Bo z psychiką u nas coraz bardziej krucho. O ile znacznie więcej wagi przywiązujemy do ciała, wygładzając je, wypychając, odsysając, prężąc i fotoszopując, to z psyche nie robimy nic. A zapomniana psyche się buntuje.
I niedopieszczona robi nam bajzel w głowie, a jeśli do tego dochodzi nuda (bo życie jałowe) i nielimitowany internet, to już katastrofa na maxa. Co widać ostatnio na portalach wszelakich, gdzie skumulowały się wszelkie frustracje świata.
Mówią, że nic nie jest trucizną i wszystko jest trucizną. Tylko dawka czyni truciznę. Jeśli człowiek nie zna umiaru w niczym, a szczególnie w brukaniu drugiego człowieka via internet, to truje, infekuje przy okazji całą resztę. Jak kula śniegowa toczy się to wartko po łączach światłowodowych i od zmiażdżenia nic nas nie uchroni.
A może by wyłączyć ten rezerwuar żółci wyrzucanej przez nadproduktywne wątroby i zrobić sobie godzinkę fitnessu dla duszy. Żadna tam joga, ani pilates, tylko rozciąganie ust w uśmiechu, otwieranie oczu na piękno albo mrużenie ich w październikowym słońcu, wystawianie skóry na wyjątkowo ciepły wiatr albo dotyk ukochanej osoby. Bo świat może być piękny, tylko trzeba odstawić truciznę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.