Wokół domu

Dobrze mieć ogród wokół domu. Nie chciałam zacząć tak banalnie, ale inaczej nie mogłam. Taka magia chwili, bo właśnie wróciłam z przydomowej łąki. Nie sama. Wróciłam z motylami, pasikonikami, świerszczami, pluskwiakiem i innymi trudnymi do identyfikacji owadami. A wszystkie one na karcie aparatu. Mam nadzieję, że niczego poza tym nie przyniosłam więcej, bo już zdarzało mi się wrócić z nieproszonym o towarzystwo kleszczem na nodze. Czytaj dalej

Kłopoty z twardym dyskiem ;)

Co ty masz z pamięcią? – pytam sama siebie. I nie wiem. Może nie pamiętam. Może powinnam brać leki na pamięć. Ale obawiam się, że mogłabym zapomnieć o ich przyjmowaniu. Kiedyś był sposób na zapamiętywanie – wiązanie supełków na chusteczkach. Ale kto teraz nosi szmaciane chusteczki do nosa? A jak wiązać na tych z celulozy? Czytaj dalej

Mój świat „na umyśle”

Czy ktoś jeszcze oprócz mnie zna zabawę „na umyśle”? Bawiłam się w nią przez całe wczesne dzieciństwo, bo wyobraźnię to ja miałam. „Na umyśle” pod wierzbą płaczącą na bajorku babcinym miałam swoją bazę. Tam dowodziłam całym wymyślonym przez siebie domem. Tam „na umyśle” gotowałam prawdziwą zupę z zebranych na łące chwastów. „Na umyśle” ją jadłam i częstowałam przyjaciółkę, która nie miała takiej wierzby i takiej bazy. Ani takiej wyobraźni. Czytaj dalej

Polonista na wakacjach ;)


Wczoraj hucznie w mediach obchodzono dzień hot doga. Skądinąd zadziwia mnie nachalne promowanie fast foodów w czasach walki ze śmieciowym jedzeniem, ale to już inna sprawa. Przy okazji przypomniało mi się, jak kilkanaście lat temu próbowano wyrugować z polskiego języka wszystkie anglicyzmy, którymi tak chętnie zaczęliśmy się posługiwać, szczególnie po upadku komuny, widząc w języku angielskim namiastkę wolności.
Oczywiście puryści językowi mieli rozmaite propozycje polskich odpowiedników nazw na hamburgery, hot dogi, pizze, knysze…Ale sztucznie stworzone słowa okazały się mało atrakcyjne dla Polaków, więc akcja oczyszczania języka z anglicyzmów spaliła na panewce. Podobnie zresztą jak tuż po wojnie walka z germanizmami. Czytaj dalej

Sącząc porzeczkowy koktajl i wspomnienia :)

Poszłam rano do ogrodu zerwać porzeczki na koktajl i zaskoczyła mnie klęska ich urodzaju. Ciężarne gałązki spoczywały na trawie i aż prosiły o zdjęcie nadmiaru owoców. Niezmiennie w takich sytuacjach wracam pamięcią do czasu, kiedy razem z rodzicami i bratem pojechaliśmy na drugi koniec kraju odwiedzić rodzinę mojej mamy. Ciocia-babcia mieszkała na wsi w ówczesnym województwie tarnowskim i miała wraz z wujkiem ogromną plantację owoców. Czytaj dalej

Mandu, sou i bejsbol

Mieczysław Pluta znany jest złotoryjanom jako świetny fizyk, wierny amator tenisa i człowiek, który przemierza świat.

Właśnie o podróżach i o ostatnim pobycie w Korei Południowej opowiada w naszej rozmowie.

Iwona Pawłowska: Jak Pan trafił ponownie do Korei?

Mieczysław Pluta: To jest kontynuacja starej historii. Kiedy pracowałem w Niemczech na uniwersytecie, poznałem profesora Kima z Korei, z którym wiele lat później współpracowałem. Kiedy Kim wrócił do Korei, napisał projekt i zaprosił mnie do jego realizacji. Tam jest dobrze widziane zaprosić naukowca z doświadczeniem. I tak się też stało.

Pracuje Pan tam jako nauczyciel akademicki?

Nie. Pracuję w firmie pana Kima. Firma zajmuje się instalowaniem kamer na liniach produkcyjnych. A w Korei automatyzacja jest daleko posunięta. Zakłady, które chcą sobie zautomatyzować linię produkcyjną, potrzebują sprawdzać jakość montażu czy ogólnie mówiąc – produkcji. Do tego służą właśnie kamery, którymi się zajmuję. To musi być dobra optyka i oprogramowanie, które rozpozna, czy to, co widzi kamera, jest właściwe, czy nie.

Zatem nie zajmuję się dydaktyką, ale wykorzystuję w praktyce swoją wiedzę z zakresu optyki i programowania Czytaj dalej

Na szarość w duszy

Staram się nie siadać do pisania, kiedy mam szaro w duszy. Ludzie nie lubią smutku. Chociaż z drugiej strony nie brakuje też takich, dla których cudzy smutek jest radością, ale tym akurat przyjemności nie zamierzam sprawiać. Dlatego kiedy w środku czuję smak popiołu, siadam z książką i przenoszę się w świat alternatywny.
Nie rozumiem ludzi, którzy nie czytają. Dziś wielu zadowala się tytułami czy leadami w gazetach lub na portalach. Na tej podstawie sądzi, że wie już wszystko. Mózgi zapełnione pinami do kart kredytowych, hasłami do domofonu lub konta bankowego, numerem PESEL albo NIP, ceną benzyny na lokalnej stacji albo numerem własnego telefonu nie przyjmują niczego więcej.  Czytaj dalej

Smak czerwca :)


Początek czerwca ma dla mnie zapach białych goździków, jaśminu i lipy, kolor piwonii, smak czereśni i…przedsmak wakacji. Choć w tym roku na te ostatnie nie czekam z wyjątkową tęsknotą.
Czereśnie to też smak dzieciństwa, z perspektywy czasu mogę powiedzieć – sielskiego i anielskiego (bo najczęściej u babci Anieli). W ogrodzie na wsi rosło stare drzewo czereśniowe, na które jako dziecko nie miałam problemu wejść. Czytaj dalej