Na urlopie o pracy myśli gorzkich kilkanaście

Połowa sierpnia, mam jeszcze dziesięć dniu urlopu i powinnam myślami być daleko od pracy. Ale nie jestem. Nie jestem, bo wystarczy, że włączę radio lub Internet (tv nie oglądam), płyną do mnie wieści o fatalnej kondycji oświaty, brakach kadrowych, pomysłach z czapy Ministra od Szkoły i Ideologii, zapowiedzi protestów etc.
A z drugiej strony czytam, że wspomniany minister dziwi się histerii środowiska oświatowego, w szkole ma kto pracować, bo nauczyciele wcale nie odchodzą z zawodu, na zachętę dostali 20% podwyżki, a poza tym „mamy najlepszy w Europie system edukacji”(!).
Tak zwana opinia publiczna może doznać dysonansu poznawczego, szczególnie jeśli nie jest związana z branżą i wiedzę na temat tego, co dzieje się w szkołach pozyskuje z wiadomości internetowych lub tych bardziej konwencjonalnych.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Po Podlasiu

Kto mnie zna, to wie, jak jestem krytycznie nastawiona do dalekich podróży. Dlatego urlopy i weekendy spędzam jak najbliżej domu. O wycieczkach lotniczych nawet nie myślę, bo na pokład samolotu musiałabym być wniesiona w stanie głębokiej narkozy. Podobnie z podróżami morskimi. Uważam, że człowiek to stworzenie lądowe i tego się trzymam, planując urlop. W tym roku zaszalałam i dałam się ponieść fantazji, bo ruszyłam na podbój Podlasia 🙂

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pod namiot?

Niedawno pośród wielu rad, jak przejść suchą stopą przez wzburzone morze inflacji, padła sugestia, żeby nie tracić pieniędzy na drogie wyjazdy, tylko wziąć namiot i pojechać do lasu. Abstrahując od niestosowności udzielania takich rad przez ludzi, którzy nie wiedzą, co to kryzys, a jednocześnie są za niego odpowiedzialni, uznałam, że sama propozycja wyjazdu pod namiot nie jest taka beznadziejna. Może ekscentryczna, ale niepozbawiona sensu. Otworzyły mi się też szufladki pamięci z kliszami z przeszłości. W katalogu pod nazwą „namiot” mam kilka takich wspomnień. Pierwsze z wczesnego dzieciństwa, kiedy siedziałam pod stołem, na który zarzucony był koc a najlepiej dwa. Była to moja kryjówka przed światem zewnętrznym, który dla małej introwertyczki wydawał się zbyt przepastny i przeludniony.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Jadąc nieśpiesznie

Wracałam dziś do południa z pobliskiego miasta, jechałam z przepisową prędkością, bo po ostatnich wydatkach nie stać mnie na rozrzutność płacenia mandatów, i tak sobie myślałam, bo miałam czas: dokąd ci ludzie pędzą? Ryzykowne wyprzedzanie na skrzyżowaniach, na zakrętach, „na trzeciego”, by być o kilka minut szybciej u celu to jeden z dowodów na to, że żyjemy w niewoli pospiechu. Pędzimy, rywalizujemy z czasem, jesteśmy niecierpliwi, nasze nerwy są napięte jak postronki.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pod górą

Ostatnio pisałam o frajdzie, jaka wiąże się ze zdobywaniem gór, górek i pagórków. Nie przypuszczałam wtedy, że odwrotny kierunek też może być pasjonujący. Nie sądziłam również, że dam się kiedykolwiek namówić na eksplorowanie jaskiń i podziemnych wyrobisk, by się o tym przekonać. Z moim lękiem przed uwięzieniem w ciasnej przestrzeni dzisiejsza wyprawa, między innymi w głąb Wielisławki, była nie lada wyzwaniem zarówno fizycznym, jak i mentalnym. Ale dzięki towarzyszom wyprawy wyszłam cało na powierzchnię, co prawda w uwalanym w glinie i w błocie ubraniu, z zaledwie kilkoma otarciami naskórka i paroma siniakami, które były skutkiem czołgania się(!) w przesmykach korytarzy sztolni. Zatem finał pomyślny, wrażenia nie byle jakie i na dodatek jestem z siebie dumna, że przełamałam swoje fobie. O całej wyprawie w wakacyjnym numerze Echa pod koniec sierpnia 🙂

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Na górze

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami… a serio, to przed trzydziestoma laty, gdy studiowałam w Poznaniu, nie czułam się tam komfortowo. Nie tylko dlatego, że to było duże miasto, czyli przestrzeń dla mnie nienaturalna, ale również z racji położenia Poznania na rozległej równinie. Wszędzie wokół było płasko, a ja byłam dziewczyną z przedgórza. Dlatego, gdy w weekendy lub na święta wracałam do domu i mijałam Głogów, rozluźniałam mięśnie, głębiej oddychałam i znikała ta gula z gardła, która mi towarzyszyła przez większość poznańskiego czasu, bo widziałam z okien autobusu lub – później – przez szybę samochodu pofalowaną górskimi pasmami linię horyzontu. A kiedy z oddali zamajaczyła mi obgryziona Wilcza Góra, czułam się jak u mamy 🙂

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Wielka woda

25 lat mija od powodzi tysiąclecia. Pamiętam dokładnie, bo wtedy byłam tuż przed porodem, a wiadomo, że takich faktów z życia żadna kobieta nie wymazuje z pamięci.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Robię to koncertowo

Uff…przyszły wyniki matury. Kolejny raz tuż przed ich ogłoszeniem mam coś, co przypomina reisefieber. Jestem podminowana, trudno ze mną rozmawiać. Nie umiem sobie znaleźć miejsca, a na samą myśl o statystykach czuję dreszcze, bynajmniej nie podniecenia, a strachu. Tak jest co roku od prawie trzech dekad. Ktoś na moim miejscu może by już się przyzwyczaił, ja nie umiem powiedzieć: jest mi bardzo wszystko jedno.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Nie składam jeszcze broni :)

Już prawie zapomniałam, jakie to fajne uczucie bawić się w chowanego ze świerszczami 🙂

Od nich właśnie zaczynałam swoją przygodę z makrofotografią. Kiedyś nie wyobrażałam sobie dnia, by nie wziąć aparatu do ręki i wycelować obiektywu w coś, co zachwyca. Od kilkunastu miesięcy mam z tym problem. To nie tak, że przestałam się zachwycać, bo wciąż umiem i chcę cieszyć się pięknem, ale dochodzę do wniosku, że najlepszym obiektywem jest ludzkie oko. Aparaty rozczarowują swoją niedoskonałością. Wiem, że teraz powinni rzucić się na mnie fanatycy jednej, drugiej lub kolejnej marki i udowodnić, w jak mylnym błędzie się znalazłam, ale będę niewzruszona w swym stanowisku – oko jest najdoskonalszym obiektywem. Bez oka, żaden obiektyw nie da rady. Jedynym jego mankamentem jest to, że nie da się z tych obrazów zrobić odbitek 😉

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Złotoryjski fetysz

Przyszło lato, z nim wakacje, czas laby, upału i dorocznego utyskiwania na brak kąpieliska w mieście, tym bardziej, ze zalew w remoncie. To tak przewidywalne jak „Kevin sam w Nowym Jorku” na Boże Narodzenie.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj