Smutne święto

Smutny jakoś ten Dzień Nauczyciela. Nie ma czego świętować. Nie ma z kim świętować. Nie ma gdzie świętować, a niektórzy powiedzą też, że nie ma za co świętować. Pandemia podcięła na wszystkim skrzydła. Nie tylko nauczycielom, ale akurat nam te skrzydła zwykle i uparcie odrastały, kiedy spotykaliśmy się z młodymi ludźmi. To dla nich rozniecaliśmy swój co rok bardziej przygasły entuzjazm.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Dzień Jabłka

Dziś Światowy Dzień Jabłka. Nie wiem, czy to święto radosne, czy smutne. W „Rozmowie Mistrza Polikarpa ze Śmiercią” Śmierć tłumaczy uczonemu swoje pochodzenie:

„W ten czas się ja poczęła,

Gdy Ewa jabłko ruszyła,

Adamowi jebłka dała,

A ja w onem jebłku była.”

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Bezinteresowna niemiłość

Jak co dzień robię sobie czas na prasówkę, by nie wypaść z obiegu informacji tych krajowych i lokalnych, choć wiem, że to nie pomaga nadwerężonym nerwom. Wchodzę na fejsbukową stronę miasta i widzę, że „Covid wrócił do Złotoryi”. Nie jest to krzepiąca informacja, tym bardziej, że wiemy, jak społeczeństwo ignoruje zasady bezpieczeństwa i jak tym samym rozluźniły się normy, kilka miesięcy temu nam narzucone. A w końcu przecież też wróciliśmy do pracy i nieustannie spotykamy się z ludźmi.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Aromaty

Wtorek rano. Jak zwykle mam na później i jak zwykle jestem wcześniej. To czas na niespieszną kawę i ogarnięcie tego, co nie zostało z jakichś powodów ogarnięte. Stoję w otwartym oknie z kubkiem kawy i wdycham – dla odmiany nie opary alkoholu z dystrybutora do dezynfekcji rąk – tyko całkiem rześkie powietrze pierwszego tej jesieni poranka. I tak sobie myślę, że wszystkie powszednie poranki mają ten sam zapach.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

A … sobie pomarudzę

Kończy się trzeci tydzień mojej pracy po urlopie. Nie powiem – z większą niż zwykle chęcią szłam do szkoły po wakacjach, ponieważ pół roku siedzenia w domu, w tym kilka miesięcy nauczania zdalnego, sprawiło, że czułam się jak Szewcy Witkacego skazani na przymusowe odosobnienie od warsztatu pracy. Oczywiście mojemu powrotowi do tradycyjnego nauczania, podobnie jak i innym, towarzyszyły obawa i sceptycyzm: czy to się wszystko uda.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Plan na jesień

1 września. Nastała meteorologiczna jesień. Żeby było adekwatnie do sytuacji – leje. I dobrze. Nie chodzi mi nawet o to, że być może da to wytchnienie suchej ziemi, tylko sprzyjać będzie temu, by łatwiej wejść w nową rzeczywistość. Lubię jesień, nawet taką udawaną. Jesień lubię bardziej niż lato. Tak chyba mają introwertycy.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Fields of Gold

Przyszła pora złocistych pól. Złoci się pszenica. Złoty odcień mają też najeżone ścierniska. Złote jest zboże rozsypane na jezdni przez kombajny i złoty jest pył, gdy podświetli go słońce, który za sobą ciągną te wielkie maszyny strzygące pola.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Z innej perspektywy

O tym, że kocham robić zdjęcia, pisałam nie raz i nie dwa. O tym, że to mnie uspokaja – też wspominałam. Jak na razie od lat to jest jeden z nielicznych faktów, które nie ulegają zmianom. A zmienna jestem jak to z zodiakalnym Bliźniakiem bywa. Nietrwała w miłości do rzeczy i czynów 😊

Jednak dnia bez zrobienia zdjęcia nie umiem sobie wyobrazić.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Zapach dzieciństwa

Szkoda, że żadne zdjęcie nie umie oddać zapachu. Myślę o tym, gdy, jadąc rowerem, wdycham aromat kwitnących lip. Widokami mogę podzielić się za pomocą zdjęć. Zapachu nie da się tak zatrzymać. To znaczy da, ale trzeba być perfumiarzem, najlepiej tak genialnym jak Grenouille z „Pachnidła” Suskinda. A tej umiejętności ani zdolności nie posiadłam.
Dlatego nie dzielę się z nikim i egoistycznie wchłaniam sama zapach lata podczas rowerowych wypraw.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

A pamiętasz?

– Pamiętasz, jak na Dzień Kobiet dostałyśmy od chłopaków z klasy takie wierszyki z rysunkami, które robiła siostra Grześka?
– Nie, kiedy to było?
– Nie wiem, może w trzeciej klasie, a może w maturalnej?
– To było wtedy, kiedy robiłyśmy sobie wspólne zdjęcie w klasie historycznej pod tablicą?
– Nie wiem, nie pamiętam takiego zdjęcia.
– A pamiętasz, jak podczas matury z niemieckiego Wojtkowi spadł słownik spod ławki?
– Nie, ale pamiętam, że pisało nas tylko dziesięcioro. W sali do niemieckiego.
– A to pamiętasz, jak chłopaki z klasy na biologii pili wino, które Marzena podprowadziła dziadkowi z piwnicy?

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj