Blue Monday


Blue Monday – tak dziś mówią. Najbardziej depresyjny dzień w ciągu 12 miesięcy. Ktoś wyliczył, że to powinno przypadać w tym roku na dziś. Jest jakiś wzór, algorytm czy cholera wie co, który mówi, kiedy ma być depresyjnie. A ja depresyjne mam wszystkie poniedziałki, większość wtorków, czasem nawet środy. We czwartki nastrój mi się poprawia, w piątek szczytuje, a w sobotę jest umiarkowanie, bo przecież za moment niedziela a to wigilia poniedziałku. Czyli w niedzielę dopada mnie reisefieber przed podróżą w nowy tydzień. Dosłownie – wręcz nasilają mi się odruchy nerwicowe. Nawe mistrz Ionesco zauważył, że „nie ma nic smutniejszego niż niedzielne popołudnia”. A inny, mniej znany pisarz dodał: „Niedziela najbardziej cieszy w piątek rano.”

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Co by Freud na to powiedział?

Zdarza się, że sen nie daje spać i wtedy budzę się rano umordowana jak po kilku godzinach ciężkiej pracy fizycznej. Bywa, że potem taki sen jak flesz błyska w głowie przez cały dzień. Co jeszcze bardziej męczy, bo akurat ze snu zapamiętuje się najbardziej absurdalne sekwencje i mózg sobie nie radzi z ich racjonalizowaniem. Taki sen miałam niedawno. Zapamiętałam kilka obrazów. Idę do banku, bo ktoś (jakieś dziecko, ale nie moje), wstukując niepoprawny PIN do mojej karty, zablokował mi ją. Akurat tę, na której miałam ostatnie fundusze, by przeżyć miesiąc. Idę zatem do tego banku, by szukać pomocy. Bank jednak nie jest tym moim prawdziwym, bo to przecież sen. Droga do banku wiedzie przez park. Park jest osobliwy. Nie za duży, nie za mały, wysypane żwirem ścieżki, kilka bezlistnych drzew i mnóstwo zwierząt. Takie zwierzęce przedszkole. Pierwsze widzę małpy, są małe. Wybiegają mi naprzeciw. Niby się ich boję, ale też mnie fascynują. Żałuję, że nie mam przy sobie aparatu (to we śnie zdarza mi się często), bo nikt mi nie uwierzy, co widziałam. Zaraz potem widzę leżące na ścieżkach patyczaki, przypominają padalce i czuję wstręt, wiem, że muszę je ominąć. Jest też dużo ptaków, wszystkie egzotyczne i wszystkie to pisklęta. A na bezlistnych konarach drzew siedzą małe słonie. Totalny absurd, jak to we śnie. Oszołomiona taką liczbą słoni docieram do banku, gdzie kłębią się tłumy – tym razem ludzkie – a pani przy okienku pyta mnie o PIN do karty. Powtarzam szereg wyuczonych cyfr, ale to jest raczej mój PESEL. I z tym poczuciem beznadziejności swej sytuacji budzę się przerażona, że zapomniałam swojego hasła do konta, że pomieszało mi się w głowie i co zrobić, by odzyskać pamięć. Pierwsze co robię po przebudzeniu, to próbuję sobie przypomnieć wszystkie potrzebne mi hasła, PINy i jednocześnie zalogować się do banku. Udaje się za pierwszym razem. Jestem tak szczęśliwa, że nawet nie sprawdzam, czy tam jeszcze coś zostało na koncie 😊 Ważne, że na jawie pamięć nie szwankuje. Jest na tyle dobra, że wyjątkowo pamiętam cały sen i nawet jego szczegóły. I choć jestem sceptyczna, od razu sprawdzam w senniku, co mogą znaczyć te małpy i słonie. Sennik ostrzega mnie, że mam w otoczeniu pochlebców, którym nie powinnam ufać, ale dodaje, że pragnę wolności i mam dość ograniczeń. Tyle w sprawie małpy. Bardziej podoba mi się interpretacja snu ze słoniem, bo mówi, że będę bardzo bogata i mam wielbicieli, których łatwo się nie pozbędę. No jasne – myślę sobie – skoro będę bogata… 😊. Niestety, nikt jeszcze nie wymyślił, co znaczą we śnie leżące na ścieżce patyczaki. Ciekawe, dlaczego?

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

“Pamiętajcie o ogrodach”

Miało być o zieleni. To będzie. I o drzewach też, bo jak ostatnio pisałam, życie wśród roślin poprawia samopoczucie. A ja miałam to szczęście, że przez większość mojego czasu otaczał mnie ogród. W dzieciństwie taki prawdziwie wiejski. Pod oknami domu dziadków otoczony płotem z surowego drewna był jeden ogródeczek, kilkanaście metrów dalej sad z jabłonkami, a na podwórku stała słynna lipa, której pnia nie obejmowały moje ramiona. W babcinym ogródeczku rosły piwonie, róże i pantofelki Matki Boskiej, czyli trujący tojad. Od późnej wiosny do jesieni zawsze coś kwitło. I dziwiło mnie, że babcia znajdowała wśród rozlicznych obowiązków czas, by jeszcze pielęgnować kwiaty. W sadzie, bardziej praktycznej części ogrodu, rosły szare renety, których skórka była bardzo szorstka i niezachęcająca do jedzenia jabłka, jednak smak miąższu był nie do pogardzenia. Dziś ta odmiana jabłek powoli wraca do łask, ale nie kusi tak oczu, jak te plastikowe i wypolerowane z supermarketu.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Dwa lata dłużej

Od wczoraj spływają via internet budujące mnie wieści. Jedna mówi, że ludzie czytający książki żyją dłużej o dwa lata niż ci, którzy gardzą literaturą. Druga głosi, że przebywający wśród drzew i zieleni są zdrowsi od pozostałych. Wygląda na to, że w lepszym zdrowiu niż inni będę o dwa lata żyć dłużej. Pytanie tylko brzmi, ile żyłabym bez czytania? I jak to sprawdzić, że mam dwa lata w bonusie? Ale mniejsza o większość. Trzeba się trzymać tego, co dobrego wreszcie odkryli przede mną naukowcy. Bo przecież to jest o mnie. Czytam od wczesnego dzieciństwa (gazety, bajeczki, komiksy). A nawet kiedy jeszcze nie umiałam czytać, to jadłam książki. Dosłownie. Tylko akurat nie wiem, czy farba drukarska rzeczywiście pozytywnie wpływa na długość życia? Uwielbiałam serię „Poczytaj mi mamo”. Wbrew tytułowi nie prosiłam mamy ani nikogo innego o czytanie. Byłam samodzielna.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Ciemna strona Ziemi i Księżyca

Wstajesz rano, po 6. Za oknem ciemność, w tobie zmęczenie. Nic dziwnego, nasza planeta pędzi właśnie 100 tysięcy km/h, a ty z nią. To wyczerpuje. Chińczycy w tym czasie penetrują niewidoczną półkulę Księżyca. Tam dopiero musi im być ciemno. A mnie nie chce się wyjść spod kołdry, bo chłód. Nie pomaga informacja, że Ziemia dziś jest 147 milionów kilometrów od Słońca (nie chce się wierzyć, że to i tak najbliżej w tym roku, w lipcu będzie o wiele dalej).

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Marudnik noworoczny

Mówią – nowy rok, nowe otwarcie. I otwarcie mówiąc, dalej po staremu. Tylko biały puch pokrył szarości ostatnich dni i zapowiada się, że trochę może poleżeć. Poleżeć mogę i ja, jeśli nie poskromię zjadliwego wirusa, którego przekazał mi bezinteresownie mój Mąż. I bynajmniej to leżenie nie miałoby nic wspólnego ze strajkiem nauczycieli, bo choć uznaję potrzebę protestu, to myślę, że formą skuteczniejszą byłby taki w newralgicznym momencie roku szkolnego. Wtajemniczeni wiedzą, o czym piszę. Ale naiwna nie jestem na tyle, by uwierzyć, że środowisko belfrów od czegokolwiek się jeszcze zintegruje. Dlatego zapewne jeszcze długo wszystko, co z oświatą się dzieje, będzie załatwiane poza nauczycielskimi plecami przez teoretyków wszelkiej maści politycznej.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

2018 w słowach


Jak zwykle pod koniec grudnia zrobiłam subiektywny przegląd roku w obrazkach, czyli wyłuskałam z przepastnego dysku laptopa te zdjęcia, które najwięcej mówią o rzeczach i miejscach, które zachwyciły mnie w ostatnich 12 miesiącach. Każde zdjęcie to szereg skojarzeń i wspomnień i choć wydają się urokliwe, to w gruncie rzeczy ten rok nie był taki dla mnie.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

“Ludzie listy piszą…”

Przed świętami wpadłam na kawę do mamy, kiedy ta studiowała porozkładane na stole notatki z przepisami. Wertując kartki, natknęła się, zupełnie przypadkiem, na listy swojej mamy, a mojej babci sprzed co najmniej dwudziestu lat. Babcia była wtedy w Kanadzie u innej swojej córki, opiekowała się jej dziećmi i doświadczała zupełnie odmiennego świata niż Polska.  Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Mam w domu szafę bardzo starą …


Przedświąteczny czas sprzyja porządkom. To znaczy – prowokuje do nich. Nie wiem, skąd wzięło się przekonanie, że bez czystych okien i wypucowanych mebli nie odbędzie się wszystko tak, jak należy. Dlatego zwykle przed świętami chodzę z poczuciem winy, sumieniem, które wyrzuca mi na twarz rumieniec wstydu, gdy wokół mnie rozbrzmiewają dialogi o świątecznych manewrach. Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Zaczarowany ołówek vs Magiczna gumka

·

Była kiedyś taka bajka „Zaczarowany ołówek”. Starsi znają, młodszym wyklaruję, że chłopiec za sprawą ołówka mógł urzeczywistnić wszystko, co mu przyszło do głowy, czego najbardziej mu było brak. Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj