Subiektywny ranking miesięcy

Ze wszystkich miesięcy czerwiec jest jednym z tych, które lubię najbardziej. Może dlatego, że jest to miesiąc moich urodzin (choć z biegiem lat to coraz bardziej newralgiczny temat). Miesiąc kwitnących piwonii i dojrzewających czereśni. Miesiąc coraz dłuższych dni, pachnących akacji i lip. W ogóle taki miesiąc, który mógłby trwać pół roku, drugie pół byłoby dla października. Oczywiście tego złotopolskiego, ze słońcem prześwitującym przez czerwono-żółte liście i z plączącym się babim latem.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Być jak Koziołek Matołek

Nie lubię wyjeżdżać daleko od domu. Zwykle chodzi o drogę. Po prostu nie lubię podróży samej w sobie. Gdyby wynaleziono sposób na teleportację, byłoby mi łatwiej o pokonywanie odległości. Dlatego, jeśli gdzieś ruszam się z domu, to w promieniu 100 kilometrów, na ogół, bo czasem bywa deczko więcej. Nie dla mnie zagraniczne wojaże, loty, rejsy, autokarowe tournée. Nie przepadam za pakowaniem walizek, bo zawsze zapakuję za dużo ciepłych bluzek, gdy przez tydzień żar leje się z nieba albo nie zabiorę kurtki, gdy non stop wieje. Nie jestem mistrzem w tej dziedzinie życia. Może to pochodna moich odwiecznych problemów z planowaniem krótko- i długofalowym.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Mentalna i marketingowa nisza

Skończyłam dziś sprawdzać matury. Dostałam kwit, ile wpłynie mi na konto za max. 60 dni, bo tak stoi w umowie, i jestem wolna. Uporałam się ze swoim przydziałem stosunkowo szybko. Stosunkowo, ponieważ zauważyłam, że postępujący czas nie wpływa pozytywnie na tempo sprawdzania wypracowań. Jednakże od dwóch lat nasz ośrodek sprawdzania jest zlokalizowany dalej od galerii handlowej i licznych restauracji, więc nie mam pokusy, by robić sobie dłuższe przerwy na spacery bądź degustację. I sprawdzam bez przerw. A bywało tak, że jeszcze nie zarobiłam, a już wydawałam. Bo czułam, że muszę sobie wynagrodzić ten brak wolnych weekendów majowych lub też po prostu podnieść poziom serotoniny, lub też nowym ciuchem stłumić rodzącą się frustrację, że co roku lekką ręką rozdajemy procenty maturalne tym, którzy nie powinni ich dostać. No cóż, jak to mówią, taki trynd!

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Smutne to…

Minister Cz. jest na fali. Niestety, na fali wznoszącej. Nie ma dnia, który nie otwierałby przede mną kolejnych tajemnic z bezdennej skarbnicy MEN. Sorry MEiN (współczuję studentom i pracownikom naukowym tej zmiany).Co dzień dowiaduję się, jakie pomysły na szkołę ma ten politruk z uśmiechem cynika. Nie dowierzam, że to mi się przydarzyło, zanim dosięgła mnie emerytura. Albo dyscyplinarka (teraz to już bardziej realne niż emerytura).

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Jak w życiu

Szłam dzisiaj polami i goniły mnie pomruki burzy. Gdy oglądałam się przez ramię, widziałam granatowe niebo. Piękne i groźne. Mogłam zawrócić, bo przed sobą miałam więcej niż przebyłam. Ale stwierdziłam, że nie mam odwagi iść burzy naprzeciw. Uznałam, że lepiej będzie, gdy spróbuję jej uciec. Albo przechytrzyć. Może ona pójdzie na północ, a ja na południe? Oczywiście moje nadzieje okazały się płonne, bo wiatr szybko nadgonił chmury i choć pomruki ustały, to deszcz mnie dopadł w połowie trasy. Szłam w strugach ulewy, coraz bardziej mokra aż w pewnym momencie było mi wszystko jedno, ile kilometrów przede mną, bo przychodzi taki moment, że ubranie już nie możne być bardziej nasiąknięte wodą 😉

I pomyślałam sobie, że tak właśnie wygląda życie.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Są takie dni

Są takie dni, kiedy spojrzę w niebo i wiem, że muszę to zrobić. Choćby nie wiem co, choćbym z sił opadała, to nic mnie nie powstrzyma. Nie wiem, czy to jakiś atawizm myśliwego czy inna zaraza, ale przychodzi taki moment, że muszę iść na polowanie. Przytargać jakiegoś lwa, tygrysa albo chociażby zająca. W takie dni biorę sprzęt i jadę tam, gdzie zwykle mi się udaje coś wartego zachodu przydybać. Najlepiej z dala od ludzi, a tym bardziej innych myśliwych. Pokonuję kilometry, czujna na każdy detal 😉

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Bzy, rzepaki i niepokoje

Poza wrześniowo-październikową złotą jesienią tylko maj może konkurować o palmę pierwszeństwa w kategorii czas na zdjęcia. Kiedy zaczynają kwitnąć rzepaki, oczy mi się radują. Dziś znajomy powiedział mi, że miarą dojrzałości człowieka jest umiejętność zachwycania się kwitnącymi na żółto polami. Młodzi tego nie umieją docenić, a szczególnie rzepakowego aromatu. Oznacza to, że jestem jak najbardziej dojrzałą 🙂

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Minęła majówka

Minęła majówka, zaczęły się matury. Pierwszy raz od niepamiętnych lat nie zakwitły na czas kasztany. Niektórzy, co bardziej przesądni, mówią, że to zła wróżba. Ja jestem umiarkowanie przesądna (nie lubię jedynie czarnych kotów przecinających mi drogę), dlatego uważam, że to tylko i wyłącznie wina kwietniowego chłodu. Ta wiosna nie może się na dobre rozkręcić i stąd towarzyszy nam mało majowa sceneria. (A co do matur – w tym roku polski wyjątkowo łatwy, z nieśmiertelną „Lalką” w roli głównej – nie wyobrażam sobie, by ktoś to zawalił. No chyba że się uprze.) Przez kilka dni z rzędu słuchałam utyskiwań rodaków na marną aurę, na zupełnie niegrillową, niewyjściową pogodę, na deszcz, na wiatr. Co to za majówka? – pytali Polacy.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Utkane z wyobraźni, czyli kolorowanie świata

Zdarza mi się podglądać ludzi. Nie, nie jest to żadne zboczenie, robię to na dodatek na zupełnym legalu. Kiedyś, dawno temu, gdy nie było pandemii, siedziałam sobie przy oknie w knajpce albo przy stoliku w ogródku kawiarnianym i patrzyłam na ludzi, którzy przechodzą obok. Moje oczy odprowadzały ich do granicy, jakie zakreślało pole widzenia, ale myśli szły dalej. Szły za nimi do drzwi mieszkań, firm, restauracji ulepionych z moich wyobrażeń. Dopisywałam im biografie, związki, adresy. Tak się składało, że ci obserwowani przeze mnie ludzie zazwyczaj mieli ciekawe życie. Dom na przedmieściu, koniecznie z ogródkiem, pies, ale taki, co nie zostawia śladów brudnych łap na podłodze ani sierści na kanapie. Zawód szanowany, praca wyczerpująca, ale dająca satysfakcję, biuro w przeszklonym wieżowcu. Wieczory przy wspólnym stole z lampką wina albo kolacje w restauracjach, gdzie trzeba rezerwować stolik z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Kicz, wiem, ale taki starannie wyreżyserowany, taki, za jakim wielu z nas skrycie tęskni. Takie kolorowanie świata.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Tak mi się przypomniało

Nie wiem, co takiego jest w koniach, że nie mogę obok nich przejść obojętnie. Dla mnie to jedne z najpiękniejszych zwierząt. I tak było, od kiedy pamiętam. Wychowałam się na wsi, w czasach, kiedy posiadanie przez gospodarzy koni było tak naturalne jak dziś ciągnika. Wtedy te zwierzęta ciężko pracowały, ciągnąc za sobą pługi, wozy drabiniaste, furmanki. Do pobliskiego miasteczka jechaliśmy wozem na gumowych kołach, po siano na łąkę – żelaźniakiem, czyli wozem z drewnianymi kołami. Asystowałam dziadkowi przy zaprzęganiu koni, nakładaniu tych wszystkich elementów, które dziś nieliczni pewnie umieją wymienić: ogłowia, uzdy, chomąta, lejców.

Czytaj dalej
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj