Serce w talerzu ;)


W obiegowej opinii jednym z bardziej stresujących momentów w życiu oprócz rozwodu rodziców, śmierci najbliższych i pobytu w więzieniu jest wyprowadzka dzieci. Tak zwany syndrom pustego gniazda to zjawisko, którym straszy się małżeństwa z takim stażem jak nasze. A ja sobie myślę, że nie ma w tym nic strasznego poza faktem, że trzeba pilnować terminu, który syn i na jaki weekend wraca, by zaczerpnąć domowej, sielskiej atmosfery i nie tylko :) Czytaj dalej

Tempus fugit, czyli felieton wcale nie zabawny


Ostatnio syn wszedł do pokoju, kiedy w tle mojego domowego życia TV emitowała program z cyklu „śniadaniówka”. Gdy chodzę, jak Pan Bóg przykazał, do pracy, omija mnie przywilej omiatania wzrokiem i słuchem tych produkcji, jednak na urlopie pozwalam sobie na ten luksus. Nie żebym była szczególnie zainteresowana plotkami z „czerwonego dywanu” czy owłosieniem u niemowląt, ale po prostu lubię, tak niezobowiązująco, popatrzeć sobie na innych ludzi i od czasu do czasu wyłapać jakąś pożyteczną myśl. Czytaj dalej

Może jak się ochłodzi…


Nie wiem, czy na starość zrobiłam się wybredna, czy to coś ze światem nie tak? Coraz więcej rzeczy mi się nie podoba. Nawet w sklepie z ciuchami trudno mi znaleźć coś, co zachwyci a jednocześnie będzie dostosowane do mojego wieku i parametrów ????. Nie jestem żadną snobką ani koneserką, a jednak kręcę nosem na niektóre nowe zjawiska, zazwyczaj w sferze ogólnie pojętej kultury, szczególnie tak zwanej masowej. Może to dlatego, że świat pędzi jak pendolino, a ja zostałam na jakiejś bocznicy nieczynnej stacyjki. Mam taką koszulkę z napisem: „Nie jestem stara, jestem retro”. Czytaj dalej

Wokół stołu, czyli niech wreszcie skończą się wakacje ;)


Nie ukrywam, że kiedy mam urlop, próbuję nadrabiać zaległości z kilku miesięcy. Nie tylko te związane z wypoczynkiem czy podróżami, ale również domowe. W związku z tym częściej bywam w kuchni, którą w innym czasie traktuję jako dopust Boży. Podczas urlopu można lepiej zapanować nad czasem, który odpowiednio rozciągnięty, już nie jest wrogiem, a sprzymierzeńcem, więc mogę wejść w rolę, w swoim rozumieniu, Prawie Perfekcyjnej Pani Domu. W tym celu dwa razy dziennie oglądam odgrzewane odcinki „Kuchennych rewolucji”. Czytaj dalej

Wehikuł czasu


Do dzisiejszego wpisu natchnęła mnie ostatnia wędrówka po podjeleniogórskim Jagniątkowie, kiedy szukałam willi należącej kiedyś do noblisty Hauptmanna, który mieszkał tam do swej śmierci w 1946 roku. Samo poszukiwanie było dowodem na to, że ponad 30 lat byłam blondynką i w pewien sposób wpłynęło to na moją mentalność. Mam wrażenie, że dla mnie powinny być inne oznaczenia trasy niż dla pozostałych turystów. Najlepiej takie, co występują z częstotliwością 20 metrów z jaskrawymi napisami wielkości kobyły. Czytaj dalej

Zostaną powidoki


Zawsze pod koniec urlopowego wyjazdu okazuje się, że znowu brakuje dni na wszystkie miejsca godne uwagi. Dziś, kiedy nastał ostatni dzień mojego pobytu w górkach, musiałam się zdecydować, co pominąć, a co obrać za cel wędrówki. Miałam pokusę, by wrócić na zdobyte już Śnieżne Kotły, bo dziś wreszcie wyszło słońce i wczorajsze widoki omotane we mgłę dziś mogłyby pokazać się w pełnej krasie. Ale przecież nie będę poświęcać dwóch dni z pięciu, czyli 40% czasu na chodzenie tą samą drogą. Tym bardziej, że łatwa to ona nie była i już myślałam, że te Kotły będą dla mnie jak K2 zimą dla polskich himalaistów. Czytaj dalej