Złotojesiennopolskie Nic


Wreszcie doświadczyłam złotej polskiej jesieni. Wreszcie w tym roku – oczywiście. Już bałam się, że po upalnym lecie nastanie od razu listopad. I to ostatnia jego dekada. A tu niespodzianka. Ciepły, słoneczny piątek, kiedy grzechem byłoby nie skorzystać z aury i nie pójść w pola i lasy. Dobrze, że mam ku temu pretekst w postaci psa. Czytaj dalej

Z jak Złotoryja

·

Z jak Złotoryja
Wypada jakoś zakończyć mój, ograniczony do trzech liter, alfabet. Dziś Z jak Złotoryja. I wcale nie jest to wpis polityczny, w przeciwieństwie do innych, które się z tym hasłem obecnie wiążą.
W Złotoryi się urodziłam, na Szpitalnej. Jednak zamieszkałam w tym mieście dopiero w wieku 6 lat. I wcale nie byłam szczęśliwa. Zupełnie nie udzielał mi się entuzjazm moich rodziców, którzy cieszyli się z połowy domku na ulicy Kruczej. Dla mnie to była banicja. Czytaj dalej

A jak antidotum


W pewnych kręgach stało się ostatnio modne porządkowanie swoich przemyśleń za pomocą kolejnych liter alfabetu. Bardzo mi się to spodobało, bo na ogół jestem chaotyczna i jakaś metodologia, która pomoże z tym walczyć, jest mi bardzo przydatna. Co prawda te przemyślenia powinny być przekazywane za pomocą filmu, ale ja boję się kamery, a kamera mnie nie lubi, jak zresztą kilkadziesiąt znanych mi osób. Dlatego wykorzystam do swoich (uporządkowanych) przemyśleń medium bardziej konwencjonalne. I dziś litera A jak antidotum. Czytaj dalej

Kropka lata

Nie wiem, czy jeszcze ktoś tak ma, ale ja nie umiem przejść obojętnie obok świeżutkich, upadłych z drzewa kasztanów. Niezależnie od tego, ile mam lat, schylam się i podnoszę je, by napawać się gładkością ich skórki i cudownie wypolerowanym brązem. Wkładam do kieszeni i po jakimś czasie znajduję je w tym samym miejscu, ale już nie są tak atrakcyjne. Cóż…destrukcyjna rola czasu ????. Czytaj dalej